Pierwsza porcja odpowiedzi na pytania a następny post będzie o tym co warto kupić w USA, co mnie zaskoczyło i moje ulubione miejsca w okolicy!
- Żałujesz,
że wyjechałaś? Zrobiłabyś to jeszcze raz?
Nie, nie żałuję mimo tego, że
uważam ten program za grubo przereklamowany i czuję się jak przedmiot w ich
życiu to nie żałuję bo tego co zobaczyłam i co doświadczyłam nikt mi nigdy nie
zabierze. Ten wyjazd to porządna szkoła życia. Weryfikuje wszystko… znajomości,
priorytety i pomaga dogadać się samemu ze sobą a z tym chyba miałam problem bo
tak właściwie nigdy nie wiedziałam co chcę robić w życiu, co jest dla mnie
ważne a co tylko wydawało mi się że jest ważne. Więc gdyby można było cofnąć
czas ale pozostawić swoje dotychczasowe doświadczenia to spróbowałabym jeszcze
raz. Uważam, że jest to najtańszy sposób na zobaczenie kawałka świata, poprawę
swojego angielskiego i poznanie ich stylu życia. Najtańszy ale bardzo ciężki
sposób nie zapominajcie o tym!
- Co
planujesz po programie?
Właśnie tutaj nauczyłam się niczego nie planować ale wiem,
że chcę wrócić na studia i zrobić magistra. Dla własnej satysfakcji. Chciałabym
za granicą, najlepiej w Londynie ale nie wiem co będzie mi dane. Jeżeli nie to
wybieram Warszawę, Poznań albo Szczecin. Chciałabym więcej podróżować a po
studiach zostać psim trenerem albo wedding planner’em (cóż za rozbieżność :D)
Podstawowe rzeczy na daną porę roku.
Ciuchy są naprawdę tanie więc zabierzcie tylko kilka ulubionych rzeczy a resztę
śmiało można dokupić. Warto spakować swoje ulubione kosmetyki typu szampon,
balsam do ciała jeżeli używacie jakiś specjalnych. Mi ciężko było znaleźć coś
odpowiedniego a do takich super tanich też nie należą. Bo czy 12$ za balsam do
ciała Nivea to tanio? Nie bardzo. Ale za to 8$ za porządny podkład Maybelline
to już tanio! Nie brać suszarek i prostownic bo mimo przejściówki będą działać
jakby chciały a nie mogły a nawet jeżeli rodzina Wam nie udostępni takich
rzeczy to w Marshallu można kupić porządną suszarkę za 15$. Nie brać ciuchów na
następną porę roku bo kupicie sobie tutaj! A potem ciężko takim osobom jak ja,
które nie lubią się pozbywać nawet starych rzeczy zapakować wszystko z powrotem
w 23kg. Niemożliwe!
- Czy
poprawiłaś swoje umiejętności językowe znacząco od czasu wyjazdu?
Mój angielski jest o milion poziomów
wyżej niż był. Rozmowy o ekonomii państwa po przyjeździe tutaj były dla mnie
niezrozumiałą papką a teraz? Teraz nie boję się rozmawiać na żaden temat.
Wiadomo, że czasem zapomnę jakiegoś słówka ale zawsze powiem to jakoś na około,
że ludzie rozumieją. I łapię się na tym, że myślę po angielsku. I właśnie
dlatego wyjechałabym jeszcze raz.
- Czy
jest ci ciężko wytrzymać bez rodziny?
To najgorszy aspekt tego wyjazdu.
Moja mama jest moja najlepszą przyjaciółką i czuję się tak jakbym połowę siebie
zostawiła w Polsce. Nauczyłam się żyć z tęsknotą ale po każdej rozmowie na
Skypie z rodziną czuję się nieswojo i muszę powstrzymywać łzy i powtarzać
sobie, że jeszcze tylko trochę i znów się zobaczymy. Dzięki temu wyjazdowi
wiem, że musze żyć gdzieś niedaleko, żeby od rodzinnego domu dzieliło mnie co
najwyżej 3-4 h… samochodem, samolotem whatever ale żebym mogła w każdej chwili
wsiąść w jakikolwiek środek komunikacji i być w domu parę h później.
- Jakie
są twoje ulubione sklepy i dania oraz słodycze w USA?
Sklepy: T.J. Maxxx, Marshall,
Urban Outfiters, Burlington, Anthropologie (niestety nigdy tam nic nie kupiłam bo
ceny są zatrważające ale ciuchy mają przepiękne). Z racji tego, że H&M jest
tani jak barszcz szczególnie na
przecenach to jestem tam częstym gościem. Ahh i zapomniałabym o Aldo.
Dania? Szczerze to nie zastanawiałam
się nad tym. Lubię jeść, zaraz po spaniu to moja ulubiona czynność więc
większość rzeczy mi pasuje. Najbardziej będę w Polsce tęsknić za Dunkin Donuts
ze względu na pączki i kanapki. A podstawową rzeczą którą jem na śniadanie lub
lunch jest bagel & creamy cheese.
A ze słodyczy najlepszą rzeczą na
świecie są marshmallows z ogniska z czekoladą, m&m’sami i żelkami. Zaraz po
tym uwielbiam czekoladki hershey's kisses!
Tymczasem trochę wiosny:
xoxo