poniedziałek, 26 listopada 2012

Thanksgiving & Black Friday

Thanksgiving to dla amerykanów jedno z najważniejszych świąt w ciągu roku. Przywiązują straszną wagę do tego aby wszystko odbyło się perfekcyjnie. Bynajmniej tak było w mojej host rodzinie. Na Thanksgiving przyjechali rodzice hostki i hosta (Ci jeszcze siedzą ;P). Rano odbył się mini event na monumencie, rozegrany został mecz football'u pomiędzy sąsiadami i ich dziećmi ;) Pączki, kawa i bloody marry od rana ;) Pogoda dopisała bo było jakieś 16 stopni! ;)





Święto Dziękczynienia oznaczało dla mnie tylko tyle, że nadszedł mój długi wolny weekend, ponieważ miałam wolne aż do dzisiaj ;) jednakże czwartek spędziłam z moją host rodziną. najpierw ten mecz, później oglądanie meczu w telewizji i wspólny dinner. 

Dla młodej butla! Ale nie dajcie się zmylić, oprócz tego zjadła jeszcze porządny kawał indyka!


Wszędzie i do wszystkiego ser! ;)


Po kolacji przyjechała do mnie Paula i razem z nią i Marietą udałyśmy się o północy do galerii. Żeby kupić taniej sprzęt elektroniczny to trzeba było ustawiać się już w kolejkę w środę! Więc polowałyśmy na ciuchy co też nie było sprawą łatwą. Stać w kolejce do kasy 1,5 h żeby kupić bluzkę za 5 dolarów? Człowiek może się wkurzyć!



Kilkukilometrowa kolejka do H&M ;)

A ten tydzień będzie strasznie zakręcony, dziadki siedzą do wtorku, w środę hostka gości u siebie 20 kobiet z klubu książki a w piątek jedziemy do zimowego domku na weekend i uwaga...hości wykupili mi prywatne lekcje nauki jazdy na nartach i wypożyczyli cały potrzebny sprzęt. Trzymajcie kciuki żebym wróciła w całości bo 4 stycznia jedziemy razem z hostami do MIAMI ;) ta wiadomość spadła na mnie jak grom z jasnego nieba..to oznacza, że zobaczę MIAMI nie wydając ze swoich pieniędzy ani grosza i...spełnię kolejne małe marzenie czyli tatuaż w Miami Ink. ;D już nie mogę się doczekać!

PS. Jeżeli to czytacie, zostawiajcie jakiś znak w komentarzach. To strasznie motywuje do pisania.

xoxo


wtorek, 20 listopada 2012

Schedule.

Przepraszam za zwłokę, do tej notki zabierałam się już kilka razy ale zawsze coś wypadło. Pisanie bloga tutaj to ciężka sprawa organizacyjna. Ale już jest.. 



Jestem tutaj już ponad 2 miesiące i zauważyłam, że mój grafik z tygodnia na tydzień nie wiele się różni. Pracuję głównie około 40 h/tydzień. Do moich obowiązków należy...odebranie dziewczynki z przedszkola 3 razy w tygodniu i zabawa z nią. I tyle. Czasami kiedy zostaję z nimi (dziewczynka i chłopcy) wieczorem to podaję im kolację którą hostka zawsze wcześniej przygotowuje dla dzieci i dla mnie, głównie jest to kwestia wsadzenia do piekarnika na 10 min i dopilnowania żeby zjedli a o 19 położenie ich do łóżka a z tym nie ma większych problemów, czytam im książkę, gaszę światło i wychodzę.

Mój grafik na następny tydzień wraz z wypłatą za poprzedni dostaję zawsze w niedzielę na kolacji którą jadam z hostami (w tygodniu jadam z dziećmi o 18 a hości jadają zawsze koło 20 co jest dla mnie za późno na taki obfity posiłek). Omawiamy przy kolacji miniony tydzień, rozmawiamy o nadchodzącym lub o zbliżających się świętach i generalnie o głupotach. 

W poniedziałki zaczynam o 11:30 odebraniem małej z przedszkola, po drodze wstępujemy na plac zabaw i około 12:30 wracamy na lunch. Później albo robimy coś w domu albo wychodzimy na spotkanie z przyjaciółmi. O 15 odprowadzam ją na jogę i w sumie to tyle mojej pracy w pon. 

Wtorek tak samo z tym, że kończę o 14:15, a później zaczynam o godzinie 16:30 (chłopcy są już w domu, nie wiem czy wspomniałam ale w pon, śr, czw chłopcy są w szkole od 8-18, a we wt i pt do 14:30). O 16:30 albo idziemy na dwór pograć w piłkę albo organizuję im play date. We wtorki zawsze pracuję do około 7:30-8:00 gdyż hostka ma lekcje włoskiego a host jogę. 

W środę zaczynam o 11:30 i pracuję do 18. Początek wygląda tak samo jak w dniach poprzednich. Odbieram małą -> do parku -> lunch a potem to co mi wyobraźnia podsunie. Ale głównie jakiś play date albo wypad z przyjaciółmi do parku/ muzeum itd. Po godzinie 16 jesteśmy już w domu bo mała zawsze jest padnięta i oglądamy tv. Czasami odbieram chłopców przed 18 ze szkoły ale głównie robi to hostka a ja zostaję z małą przed tv. Kończę o 18.

Czwartek zaczynam o 8 wtedy kiedy hostka wychodzi odprowadzić chłopców do szkoły a mała E. nie ma szkoły w czwartki i piątki. Mała jest już ubrana i po śniadaniu, gotowa do zabawy ale zawsze czeka aż przygotuję sobie śniadanie i zjem oraz wypiję herbatę. Siedzi na krześle i dosypia bo nic nie mówi nigdy. Około 9 zaczynamy zabawę. Przed 11 wychodzimy do parku lub na jakąś wycieczkę. Jeżeli organizuję dłuższy wypad, lunch jemy w miejscu docelowym a jeżeli idziemy do parku to wracamy na lunch przed 13. Później play date albo znów dwór. Kończę o 18.

Piątek również zaczynam o 8 ale przeważnie kończę o godzinie 14:15. 

Czasami pracuję w sobotę.

Do tych godzin które są zawsze takie same doliczyć trzeba czasami 3-4 godziny wieczorem kiedy hości wychodzą na kolację. Głównie jest to poniedziałek albo piątek. A czasami poniedziałek i piątek.

Do moich obowiązków nie należy sprzątanie, budzenie dzieci, ścielenie łóżek ani robienie prania. Kiedy pracuję cały swój czas poświęcam dzieciom. Z jednej strony fajnie, ale czasami jest to strasznie męczące i chciałabym część swoich godzin pracy spędzić na sprzątaniu.

Więc tak to wygląda u mnie. 

Tymczasem zbliża się Thanksgiving który spędzam z moją host rodziną. Czwartek, piątek i weekend mam wolny więc wczoraj, dzisiaj i jutro pracuję po prawie 10 h. Poznam dziadków dzieci ze strony hostki i hosta. Generalnie nie mogę się doczekać bo hostka wspaniale gotuje i będzie niezła wyżerka ;D

Ale mi wyszła opisówka.


xoxo


piątek, 9 listopada 2012

The second month in the U.S.

Hej wszystkim :) właśnie stuknął 2 miesiąc mojego pobytu w USA. I kochani.. jest lepiej! Tęsknota jest i to ogromna ale oswoiłam ją i nauczyłam się z nią współpracować..nauczyłam się żyć razem z nią. jest obecna w każdym momencie ale większość czasu na drugim planie. Czasami przychodzi tylko taki dzień, że nic tylko płakać się chce! Ale większość jest tych dni bez tekstu 'chcę do domu!'. Do poprawy jakości mojego pobytu tutaj przyczyniła się kłótnia z hostami o to jak wychowywać dzieci. Po wprowadzeniu moich zasad, mała E. w większości jest dzieckiem słuchającym się i nie marudzącym. Wiadomo jak każde dziecko ma lepsze i gorsze dni, ale od około 3 tygodni nie było ataku histerii na środku ulicy, kopania ani rzucania butami. Pojawiły się za to magiczne słowa czyli poproszę, dziękuję i przepraszam! I jestem z tego dumna. Moje życie towarzyskie ogranicza się w tygodniu do wypadów na siłownię czasami z Arlette a czasami w samotności gdyż niestety grafiki nasze w większości czasu się różnią. Aktywnością jest też spotykanie miliona niań w parku, ale chodzimy tam coraz rzadziej bo pogoda nas ostatnio nie rozpieszczała (wczoraj było 0 st.), dzisiaj już lepiej bo 10 stopni (co dla mnie oznacza arktyczne zimno :P) ale w niedziele ma być stopni 18 a w poniedziałek 21 <skacze_z_radości>.  Drugą kwestią poprawiającą moje samopoczucie są weekendy i spotkania z dziewczynami. Zaczynam również zwiedzać bostońską strefę klubową. Ale oszczędzam kasę bo nadchodzi Black Friday i tak chyba wezmę kredyt z mini ratką u hostów bo chciałabym kupić ipada i mam nadzieję, że wyrwkę go w jakiejś fantastycznej cenie! 

Ostatni weekend miałam wolny od godziny 14stej w piątek aż do wtorku, moi pojechali do zimowego domku do New Hampshire, ale ja odpuściłam bo ich wyjazd oznaczał wolną chatę..czyli błogą ciszę nad ranem i znak, że będzie można się wyspać. W sobotę przyjechały dziewczyny i wieczór upłynął pod znakiem 'Szkoły uczuć', tacos, drinków i popcornu ;P a niedziela spędzona w Cape Code. Cudowne miejsce i odskocznia od tłocznego miasta.

słoneczny patrol.. ?


Grunt to spotkać osoby które dzielą ten sam los.




Przekręciło się i nie wiem jak odkręcić. Ale na prawdę czułam się tam jak w niebie. ;)


Mamo - kocham Cię ;*

A tutaj jeszcze panorama Bostonu nocą (zdecydowanie potrzebuję lepszego obiektywu) ale i tak idzie się zakochać:





A jak nadchodzi weekend to tak się cieszę:



xoxo

poniedziałek, 5 listopada 2012

Halloween.

Ku radości moich dzieci impreza Halloweenowa się odbyła a oto kilka zdjęć:

Power Rangers, Ariel i wiedźma Kasia ;P


Zgadnijcie za kogo się przebrał kolega G.?



To już po całym zamieszaniu, byłam tak zmęczona, że nie mogłam zasnąć. Niestety przed nie miałam czasu zrobić zdjęcia. Poza tym to tylko wersja ugrzeczniona w porównaniu z imprezą w sobotę (w poprzednim poście),

Nie wiem co to za dziewczynka ale piękna!


W domu moich hostów odbywała się coroczna impreza na którą zaprosili wszystkich znajomych z dziećmi ale najfajniejsze było to, że dom był też otwarty dla innych ludzi, którzy chcieli coś zjeść albo napić się piwa lub wina.

Były przekąski dla dzieci...

i coś dla dorosłych..


Było prześwietnie, mimo, że pracowałam..ale moja praca polegała na chodzeniu z dzieciakami i zbieraniu słodyczy ..sama zebrałam trochę słodkości z "Trick or Treat" ;) Halloween ma tutaj fantastyczny klimat! 

xoxo