środa, 10 października 2012

The first month in the U.S..

Dzisiaj mija dokładnie miesiąc od przylotu do USA. To niewiarygodne jak ten czas szybko leci. Co się wydarzyło przez ten miesiąc? Poznałam Boston na tyle, że nie boję się sama po nim jeździć, metro nie ma przede mną żadnych tajemnic. Wiem gdzie znaleźć swoje ulubione sklepy, gdzie zapisać się na kurs. Mam swoje ulubione miejsca do których wracam mimo, że nie ma tam nic ciekawego. Była u mnie w odwiedzinach Ania, Paulina.. Mój angielski zauważalnie się poprawił, praca stała się nudną monotonią a to dopiero minął miesiąc.. Ciekawa jestem co przyniosą kolejne miesiące? 

Dalej nie zmieniłam swojego zdania, że to życie od weekendu do weekendu mimo, że staram się wykorzystywać każdą wolną chwilę podczas dnia aby zrobić coś dla siebie. 

Wiem, że kolejnym krokiem będzie poszukanie porządnej siłowni w okolicy, bo niestety hostka gotuje tak dobrze, że nigdy nie mogę się oprzeć i zjadam te ogromne porcje a potem jęczę że będę gruba. 

W miniony weekend byłam z Pauliną w Boston Harbor, była taka piękna pogoda, że nie warto było siedzieć w żadnym muzeum ani nigdzie bo miałyśmy plan iść do New England Aquarium, ale nie doszłyśmy, tzn. doszłyśmy ale nie wlazłyśmy. Czy tylko mi się wydaje że piszę bez ładu i składu? W niedziele wybrałam się z Mariettą na Harvard Square gdzie odbywał się October Fest:



Nie obyło się bez zakupów chociaż w tym tygodniu spokojnie:

Promocja: 2 za 8$, no nie kupisz? Kupię!

Jak już byłam na Harvard Square to obowiązkowe zaliczenie kampusu Harvardu:




Wnioski po miesiącu? Stanowczo wolę się zajmować całą trójką moich dzieciaków niż tylko małą E. Niestety zdarza się to rzadko, a nawet bardzo rzadko kiedy mam pod opieką całą trójkę. Mała tak strasznie tęskni za rodzeństwem i rodzicami, że jest nieznośna a jak są we trójkę to zajmują się sobą nawzajem a ja tylko się przyglądam i interweniuję w czasie niebezpieczeństw.
Odkryłam też dlaczego mała jest taka niegrzeczna. Od września jest po prostu sama, poprzednia au pair w tej rodzinie zajmowała się głównie małą E. i 5 letnim W. bo G. chodził całe dnie do szkoły. E. i W. są do siebie strasznie przywiązani i ona ciągle się pyta kiedy będą w domu, albo kiedy będzie mama, albo tata. To jest strasznie uciążliwe. 
Co jeszcze zauważyłam? Że podchodzę do tego już jak robot. Nawet przestałam się starać. Po prostu mi się nie chce. To straszna monotonia a najgorsze jest to, że mała E. nigdzie nie chce wychodzić. Jak proponuje, że pójdziemy tu albo tu to ona zaczyna płakać i krzyczeć że chce zostać w domu i czekać na mamę! Bez jaj, czasami to jest nie do wytrzymania.

Dalej nie wiem czy będę tutaj rok. Czy chcę tutaj być rok. Czy dam radę być tutaj rok? Na razie żyję z dnia na dzień i nie myślę co będzie za kilka tygodni czy miesięcy. I takie życia z dnia na dzień bardzo mi odpowiada.

Na koniec filmiki jak ludzie na Harvardzie pomagali ulicznemu grajkowi zarobić parę dolców:




Kocham Cie Mamo ;***






5 komentarzy:

  1. Zdecydowanie polecam zycia z dnia na dzień:) tak jest najlepiej, nie ma co myslec o przyszlości nawet tej niedalekiej. Chyba, że organizowanie jakiś wycieczek:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak jak młodzież wychodzi z okresu buntu, tak przypuszczam, że mała E. też wyjdzie z okresu 'nic mi się nie podoba, chcę do mamy'. Nie wiadomo kiedy, ale miejmy nadzieję, że za twojej kadencji i tak się dogadacie, że nie wyjedziesz wcześniej.
    I życie z dnia na dzień jest fajne, chociaż ja osobiście lubię sobie układać w głowie plany, często też zapisuję, ogólnie muszę mieć zawsze kalendarz, ale to nie znaczy, że zawsze trzymam się założeń; spontaniczne wypady jak najbardziej wskazane :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Żyj każdym dniem bo potem będziesz żałować !!

    OdpowiedzUsuń
  4. Te lakiery są najlepsze :D A Ty się trzymaj w sobotę jedziemy na wycieczkę :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Ostatnie zdanie złamało mi serce.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przeczytanie posta!