czwartek, 4 października 2012

Saturday, where are you?

Nie pisałam trochę bo w sumie to nie miałam czasu, ostatni weekend spędziłam bardzo intensywnie najpierw na zakupach z Arlette która jest au pair 3 domy ode mnie i bardzo się polubiłyśmy ;) a później przyjechała Ania Ania z którą znam się ze spotkania informacyjnego CC z Poznania i razem przyleciałyśmy do USA. Wpadła tez Marietta i Aneta i tak oto w polskim składzie rozpijałyśmy american beer. Dziewczyny wróciły wcześniej do Belmont a my z Ania ruszyłyśmy w miasto. Niedziela była bardzo ciężkim dniem z racji niewyspania i padającego deszczu. A Ania chciała jak najwięcej zobaczyć, chociaż w sumie dotarłyśmy tylko na Harvard a potem do Cafe Polonia i z powrotem do Downtown na zakupy. Niestety w tak wspaniałym towarzystwie czas leci bardzo szybko więc czas odjazdu Ani busa do Nowego Jorku tak szybko nadszedł, że czułam niedosyt! 

I znów przyszedł poniedziałek... i lubię i nie lubię. Lubię bo przeważnie pracuję tylko około 3 h, a nie lubię bo do soboty taaaak daleko. Co robię z wolnym czasem w poniedziałki? W ten miniony znów pojechałam na zakupy. Oto zestaw za 60 dolarów:





Materiał jest cudowny:




Do tego jeszcze buty (już poza kwotą 60$):



Tydzień jakoś zleciał, mała dalej daje mi w kość, że mam dosyć ale już koniec tygodnia więc wytrzymam. Dzisiaj poszłyśmy z Arlette i dzieciakami do Museum of Science. Będę musiała tam wrócić sama i na spokojnie wszystko pooglądać bo nie da się tak, robić zdjęć, skupiać na oglądaniu i pilnować dziecka/dzieci. Dobrze, że mam tam jakieś 12 min spacerkiem. I membership ;)

To taki wstęp do następnej wizyty tam:









ww. to żywe zwierzę ale nie mam pojęcia jak się nazywa :P


Bostońska mgła -> widok z Museum of Science...cudoo <3

 Mała była tak wykończona, ze jak wróciłyśmy to tylko tv i spanie ;P muszę ją częściej zabierać w takie miejsca bo trochę spokoju i czas szybciej płynie, tylko, że ona ciągle mówi, że nie chce iść na dwór, chce zostać w domu i zaczyna płakać a ja dostaję wtedy szału. Często jest tak, że muszę ją siłą ciągnąc na dwór, bo ona nie chce, ona chce zostać w domu i czekać na mamę! 

Jak jest? Sama zadaję sobie to pytanie, monotonia, nerwy, w tygodniu życie czyimś życiem.. w weekend można sobie odreagować i znów monotonia i tak cały okrągły rok? Zobaczymy!

Wszystkim dziewczynom znajdującym się w re-matchu (a jest ich teraz sporo), życzę powodzenia w znalezieniu nowych rodzin! Albo chociaż szczęśliwego powrotu do kraju, bez żalu! 

Wyjeżdżającym życzę powodzenia i nerwów ze stali!

xoxo



5 komentarzy:

  1. i tak od **** do **** i rok zleci Kaśkaaaa;p loveee;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Dopiero dziś nadrobiłam Twoje notki z ostatniego miesiąca, i cieszę się Twoim szczęściem, bo widzę, że trafiłaś na cudowną rodzinkę:) Oby tak było dalej:) A dzieciaki - wiadomo, muszą się przyzwyczaić. Jestem pewna, ze jak będziesz odjeżdżać to trudno będzie się Wam rozstać:) Powodzenia kochana!:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Śliczna bluzka z tego błyszczącego materiału! I w ogóle fajne zakupy (:

    OdpowiedzUsuń
  4. To wszystko za 60 dolarów? Całkiem nieźle! Szczególnie płaszczyk i szorty mi się podobają :)

    OdpowiedzUsuń
  5. a zakupy z wypłaty? :P

    czytam Ciebie od początku.
    kibicuję Ci ogromnie, mam nadzieję że się odnajdziesz jak najszybciej.
    trzymaj się :*

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przeczytanie posta!