Tak sobie szperam w necie dzisiaj bez sensu.. na dworze był straszny upał, aż nie chce się wychodzić, dostałam maila od hostki, że mam już zaklepane miejsce na Boston Au Pair Disco Boat Cruise, ta kobieta przekazuje nawet w zwykłych mailach tyle energii i radości, że aż jestem zadziwiona, że tak się da. I tak sobie czytając jakieś pierdoły zalogowałam się na mój profil w CC a tam:
Jak zobaczyłam ten bilet, to skrywany strach i niepewność uzewnętrzniły się. Od razu zachciało mi się płakać. Wiem, że to głupie i chwilowe, ale dopadły mnie wątpliwości, czy to co ja robię ma w ogóle sens? Czy wytrzymam tęsknotę za domem? Co jak nie wytrzymam..wrócę tu i co powiem najbliższym? Że nie dałam rady, że jestem za słaba? Powiem Wam tylko jedno, na pewno nie będę się trzymała tam rękami i nogami i na pewno nie dam się wykorzystywać. Mam tu po co wrócić. Ale też nie poddam się przy pierwszym kryzysie. A z początku będzie nie jeden kryzys a pewnie ich miliony. Jak tylko rodzina okaże się dobra, moja bariera językowa zniknie to zrobię wszystko co w mojej mocy aby powstrzymać tęsknotę i przetrwać rok. Ale jeżeli będę na prawdę cierpieć z powodu rozłąki i nawet to, że jestem w USA i rodzina jest ok i mogę zwiedzać, uczyć się i imprezować nie będzie mi sprawiało radości..to pakuję się i wracam. Nic na siłę.
Ale nic nie zakładam z góry. Od początku nastawiałam się na to, że to będzie momentami ciężka praca, więc nie liczę na to, że będę tam leżeć do góry tyłkiem. Wychowywanie dzieci to strasznie surrealistyczne zadanie. Ale próbować zawsze warto. Może to jest moje powołanie? heheh zobaczymy!
xoxo

dokladnie! dobrze ze masz zdrowe podejscie do tego. Oczywiscie nic na sile i nastaw sie na najgorsze. Lepiej sie milo zaskoczyc niz rozczarowac :)
OdpowiedzUsuńja tez sobie myslalam, ze bede tesknila za domem, co jesli nie podolam itd ale nie wiem co sie stalo, moze dzieki skype ( na ktorym sieddze z rodzina codziennie) ani razu nie mialam tesknoty czy jakiegos kryzysu.Wiem ze to tez ze wzgledu na host rodzine ktora jest super. Dlatego zycze Ci zebys trafila na dobrych ludzi.
I oczywiscie, zawsze mozna wrocic. Ale jedno jest pewne, zapamietasz ten dzien i czas spedzony tam na zawsze.
Trzymam kciuki i zycze powodzenia!
Myślę tak samo jak ty i życzę Ci powodzenia z całego serca:)
OdpowiedzUsuńOczywiście ze nic na siłe, wiadomo trzeba spróbowac i dac z siebie wszystko.
OdpowiedzUsuńPamiętaj, że zawsze jeszcze możesz zmienić rodzinę, ale tak naprawde czasami nawet to nie zależy od tego jaką masz rodzinę, tylko po prostu od tego jak Ty sie czujesz bedac tam.
W Polsce łatwo jest mówić ze się da rade, ze bedzie wszystko ok, praca pracą, beda spotkania i w ogole, ale wszytsko dopiero na miejscu sie dowiadujemy jak to naprawdę jest. I tak jest zawsze, bo przecież nie jesteś jasnowidzem i nie wiesz co sie stanie.
A to, że bys wróciła-to przecież nikogo nie obchodzi, ważne ze sie sprubowała, bo połowa nawet nie ma odwagi zeby wyjechac i zgodzic sie na taki program.
Pozytywne myslenie przede wszytskim (z mozliwościa problemów-jak najbardziej)
:)
a ja wierze ze ci sie uda:))
OdpowiedzUsuńduzo energii wysylalam:))
buzka:*********
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńDasz radę!!
UsuńGratuluję biletu :) I jak byś miała jakiś kryzys to pisz, myślę że nie tylko ja postaram się podtrzymać Cię na duchu i wysłuchać
OdpowiedzUsuńMysle dokladnie tak samo jak ty. Kazdy ma jakies watpliwosci i kazdy troche sie obawia. Ale trzeba spelniac swoje marzenia!
OdpowiedzUsuńTeż tak uważamy. Tylko gorzej jak na drodze spełniania marzeń stanie miłość.. Ja mam takowy problem. I jest mi ciężko.
Usuńjak kocha to poczeka:))
UsuńDopiero przeczytałam Twój komentarz po moim ostatnim postem o tym, że będziesz czekać w Bostonie:D
OdpowiedzUsuńZobaczymy, na razie jestem w kontakcie z HF, jak coś się rozwinie to dam znać i napiszę notkę, bo teraz mi się nie chce:P
A Jak tam przygotowania?:))
Początkowo jak najbliższym i znajomym mówiłam, że chcę wyjechać i składam aplikację to wiele osób mówiło mi "wow odważna jesteś, podziwiam". Powiem szczerze, że nie rozumiałam o co im chodzi- ja po prostu tylko spełaniam swoje marzenie jak wiele innych osób, za co ten podziw i gdzie ta odwaga niby?
OdpowiedzUsuńAle z czasem przychodzi refleksja, że coś w tym jest- taki wyjazd zmienia wiele, jest ogromnym krokiem.
Wiadomo trzeba się liczyć, że nie zawsze będzie różowo, ale kto nie ryzykuje ten nie ma ;)
Normalne jest takie myślenie przed wyjazdem i oby nastąpiło miłe rozczarowanie czego Ci życzę! :)
Bedzie dobrze!