Miłość od pierwszego spojrzenia dokonanego w samolocie.. Niesamowite. Miejsce znacznie lepsze niż Boston...bo ciepło, bo niekończące się imprezy, bo pełno ludzi...bo ciepło jeszcze raz. I bym zapomniała..bo palmy! haha ;P
Wakacje rozpoczęliśmy w piątek lotem o 15:30 więc w Miami wylądowaliśmy około 19. Odbiór bagażu i w stronę wyjścia.. uderzenie gorąca. To samo poczułam jak wylądowałam we wrześniu w Nowym Jorku. Duchota i wilgoć.
Pierwsza klasa w American Airlines godna polecenia! ;)
Zatrzymaliśmy się w hotelu Double Tree by Hilton ale nie polecam: klimatyzacja działała jakby chciała a nie mogła, klucze co chwilę się rozmagnetyzowywały a dostęp do internetu kosztuje 10$ extra za dobę. To już przesada żeby nie było darmowego wi-fi w takim hotelu jak nawet w najgorszych hostelach jest. I nie mają ratownika na basenie co dla pracującej au pair z 3 dzieci oznacza katorgę! Jedyne co dobre to codzienna dostawa chocolate chip cookie. Pokój który dostałam. Zdjęcia łazienki nie będzie bo też nic ciekawego.
Widok z okna hotelowego wieczorem.
Wpadłam do hotelu, zmieniłam ciuchy i poleciałam na spotkanie z Gosią i jej znajomymi której serdecznie dziękuję za miły wieczór i mam nadzieję, że jeszcze będzie okazja się spotkać ;) Umówiłyśmy się na Lincoln Rd (deptak w Miami Beach, jedno z główniejszych miejsc spotkań. Sklepy, restauracje itd.).
Nasze wakacje w sumie trwały 3 dni nie licząc dnia przylotu i wylotu. Trochę pracowałam ale głównie wieczorami a w ciągu dnia miałam wolne chociaż większość czasu spędzałam i tak z host rodzinką.
To taki wprowadzający post. Następny będzie postem czysto zdjęciowym (po prostu jestem strasznie zmęczona a nie chcę robić zaległości w blogu).
A na koniec mój ulubiony drink czyli sex on the beach.
Teraz odliczam dni do 25 stycznia ponieważ wybieram się na weekend do NYC! Każdemu polecam trip do Miami. Niesamowity klimat. I 27 stopni w styczniu robi swoje. Piosenka towarzysząca tym kilku dniom:
xoxo
PS. Blonde, zazdroszczę! Ty wiesz czego!
ja wybieram sie latem na floryde, wiec pewnie bedzie dwa razy cieplej :)
OdpowiedzUsuńu mnie też jest tyle stopni;p zapraszam ps. ja tez zazdroszcze!!
OdpowiedzUsuńAhh, mimo tych niedogodności hotelu widzę, że jesteś zadowolona z wyjazdu, i dobrze ! :)
OdpowiedzUsuńTeraz czeka na Ciebie NYC, szkoda że nie możemy się razem spotkać :C
zazdroszczę tego ciepła ;)
OdpowiedzUsuńMiami! Zazdroszczę:)
OdpowiedzUsuńCzemu zazdrościsz Blonde ?
OdpowiedzUsuńIle ja bym dała za taką temperaturę w styczniu.. eh.. :)
OdpowiedzUsuń