Nikt z tych którzy nie wyjechali na au pair tak na prawdę nie wie jak to jest. Przed wyjazdem wydawało mi się, że przemyślałam to dokładnie a będąc tutaj zaczynam mieć wątpliwości. Jak jest? Raczej źle.. ale nie ze względu, że rodzina u której mieszkam traktuje mnie źle. To są wspaniali ludzie którzy starają się abym czuła się dobrze i komfortowo. Dzieci..? Jak dzieci, zmienne nastroje ale generalnie chłopcy są ułożeniu, dziewczynka ma kaprysy ale do niegrzecznych nie należy. Mam tylko problem aby ją zrozumieć ponieważ strasznie skraca po dziecięcemu słowa i często jest sytuacja kiedy nie rozumiem co ona do mnie mówi. Nie muszę robić nic prócz tego, że dzieci będą bezpieczne i kochane. Nie gotuję, nie sprzątam, nie wyciągam naczyń ze zmywarki, nie piorę a nawet nie budzę dzieci. Od czasu do czasu je kładę spać albo bardzo rzadko. Więc wielu z Was zada sobie pytanie na co narzekam..otóż nie narzekam, tylko nie umiem sobie poradzić z nową rzeczywistością która jest całkiem inna niż w Polsce. Jest mi ciężko się zaaklimatyzować. Nie znam tutaj jeszcze nikogo tak osobiście i szczerze mówiąc życie au pair to życie od weekendu do weekendu kiedy będzie czas się spotkać z dziewczynami bo w tygodniu niestety jest tak, że każda z nas inaczej zaczyna/kończy pracę. Nie jestem pewna czy dam sobie z tym wszystkim radę, ale nie poddam się na początku. Jestem tu dopiero tydzień więc może za 2-3 tygodnie całkowicie zmienię zdanie o tej pracy, ale jak na razie nie jest za ciekawie tylko i wyłącznie z mojej winy, bo nie chce mi się nigdzie wychodzić, jak mam chwilę wolną to siadam do kompa aby złapać kogoś z Polski, albo dziewczyny z training school.
Moja rada dla dziewczyn które nie wyjechały: jeżeli macie jakieś wątpliwości to zostańcie w Polsce. Realizujcie jakiś plan B. Bo życie z obcymi ludźmi nie jest łatwe.
spokojnie, to normalna reakcja. jestes dopiero tydzien, powoli dociera do Ciebie gdzie jestes i jak wszystko sie rozni od tego, co bylo w Pl.
OdpowiedzUsuńwiem, ze ciezko, ale jesli masz chwile to wyjdz z domu. zwiedzaj, spaceruj, ogladaj.
zobaczysz, za pol roku bedziesz sie smiala z tego wpisu ;)
na pocieszenie powiem Ci, ze kiedy 1 raz bylam w sklepie tutaj, na przemian chcialo mi sie plakac i wymiotowac :P a teraz...chlopak musi mnie sila wyciagac do domu :D
powodzenia :)
Myślę, że nawet wątpliwości nie są powodem by nie jechać. Już lepiej pojechać i wrócić, ale wiedzieć, że się spróbowało. Każdy ma inną zdolność aklimatyzacji, niektórzy oswajają się szybciej z nową rzeczywistością, niektórzy wolniej, a niektórzy wcale i mogliby mieszkać w miejscu tylko, które dobrze znają wśród ludzi, których znają. Ja chcę bardzo bardzo jechać, nie mam żadnych wątpliwości, ale zdaję sobie sprawę że amerykańska kultura może ze mną nie współgrać, jednak i tak chcę tam pożyć przez jakiś czas, bo nieważne jak wyjdzie to i tak jest to przygoda. Czytam cię na bieżąco i mam nadzieję, że za tydzień czy dwa będziesz się lepiej czuła w nowym otoczeniu :)
OdpowiedzUsuńMoim zdaniem te wszystkie wątpliwości, które masz na dzień dzisiejszy z czasem zninkną :) Musisz po prostu odczekać chwilę, a nie już mówić że jest źle. Na pewno będzie lepiej, jeszcze się okaże że na drugi rok zostaniesz tam ;d Moim zdaniem powinnaś zacząć poznawać nowych ludzi i to nie chodzi mi o dziewczyny au pair tylko o amerykanów/amerykanki :) Będzie i wtedy lepiej się zaklimatyzować :) Możliwe, że po prostu również nie jesteś `przeznaczona` do takich wyjazdów i dla Ciebie to za dużo.
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki by za 2-3 tygodnie było lepiej. Cóż nie wiem czy miałaś wcześniej doświadczenie z pracą na pełny etat, ale własnie tak wygląda praca nawet w Polsce. Życie od weekendu do weekendu, niestety. Ale jak byś chciała pogadać a nie będzie nikogo z Twoich bliskich w pobliżu komputera to pisz do mnie, postaram się odpisać jak najszybciej i jakoś wspomóc :)
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki by się wszystko udało!
Po Twoim poście aż zaczął mnie żołądek boleć bo lecę już za parę dni!! Mimo wszystko polecę - a co tam! I mam nadzieję, że szybko będzie post typu " a jednak jest super" i wszystko będzie ok! trzymam mocno kciuki i powodzenia!! :)
OdpowiedzUsuńmyślę,że nawet jeśli ktoś ma drobne wątpliwości powinien zaryzykować i jechać, żyje się tylko raz a lepiej jest żałować że coś się zrobiło niż że się miało okazję a nie spróbowało. Na początku zawsze jest trudno. Ja ostatnio byłam prawie zdecydowana zmienić szkołe a teraz 2 tygodnie pózniej wszystko się tak ułożyło że cieszę się że tego nie zrobiłam! zawsze warto dawać szanse nowym przygodą!
OdpowiedzUsuń"Jeżeli macie jakieś wątpliwości to zostańcie w Polsce" o nie. Co to, to nie. Nie można tak od razu rezygnować. Zawsze można zrezygnować, nikt nas nigdzie na siłę nie ciągnie. Fakt, płacimy itd, ale to nasza decyzja. Nasze marzenia. Nie można rezygnować z marzeń bo ma się wątpliwości. Wiem, że na 100% tęsknisz i żałujesz, ale jestem pewna, że to prędzej czy później mija... na pewno mija. Nie byłam, więc nie wiem, ale nigdy nie można się tak łatwo poddawać. Trzeba walczyć. Trzymaj się (:
OdpowiedzUsuńJak dla mnie - plan B zawsze będzie tworzony na spontanie. Gdyż na wstępnie nie mogę zakładać iż będzie źle.
OdpowiedzUsuńMam nadzieję iż Tobie się polepszy. Wyjdź do ludzi. Porozmawiaj z nimi. W sklepie, w parku czy nawet na ulicy. To ważne. Aby z nimi rozmawiać a co najważniejsze wychodzić a nie siedzieć w domu. Wiem coś o tym. Dobra rada.
Trzymaj się tam ! I czekam na kolejne relacje. Oby było ich jeszcze wiele !
Bedzie dobrze! Widzimy się w sobotę, zabiorę Cię do polskiej restauracji w Bostonie, zrobi Ci się lepiej jak zjesz jakies pierogi czy bigos :D! :*
OdpowiedzUsuńDzięki za wszystkie wpisy, rady itd. napisałam, że jest źle bo na początek dzisiejszego dnia było źle.. po prostu. Ale nie wracam, bo to by była głupota, zdaję sobie sprawę, że początki wszędzie są trudne i że trzeba się zaaklimatyzować. Dlatego daję sobie czas. Na wszystko. Dzisiejszy dzień mnie trochę podbudował. Zostałam sama z dziećmi, dałam radę je nakarmić, wymyć i położyć do łóżek, jest 20:06 a one grzecznie śpią i nie było żadnej awantury. Jutro kolejny ciężki dzień próby i samotność z dzieciakami. Mam nadzieje, że jak w końcu nadejdzie weekend to będzie dużo dużo lepiej ;) tymczasem szykuję dla Was obiecany room tour i gadżety od hostów ;) pozdrawiam
OdpowiedzUsuńPamiętam też mi było ciężko na początku i sądziłam, że już zawsze będzie tak będzie, ale w którymś momencie po prostu to odeszło. Zaczęłam inaczej myślec, stworzyłam sobie plan co zrobię po powrocie, ale miałam też wsparcie ze strony innych au pair. Trzymaj się!
OdpowiedzUsuńPrzetrwasz, najgorsze 2 pierwsze miesiące;) dasz radę !:)
OdpowiedzUsuńMysle, ze kazda z nas ma jakies watpliwosci, ale jednak lepiej zalowac, ze sie cos zrobilo niz, ze sie tego nie zrobilo.
OdpowiedzUsuńWiadomo tez, ze poczatki sa najtrudniejsze. Zaklimatyzujesz sie w koncu:) dasz sobie rade!