środa, 5 września 2012

Time goes fast .. too fast!

Zostały 4 dni do wyjazdu. 

Plan jest taki:

- czwartek: pójść z psem do weterynarza (coś mu się stało na dzisiejszym spacerze w łapkę i nie może na nią stanąć, opuchlizny nie ma, ropniaka nie ma..nie wiem co mu jest :(), odwiedzić bank aby mogli skserować sobie mój dyplom i zamknąć kredyt studencki, wykupić resztę leków, kupić woreczek foliowy na płynne kosmetyki, poprasować ciuchy, zapakować do walizki

- piątek: pożegnać się z przyjaciółmi, iść do dentysty..(pisałam, że jakieś 2 tyg temu okropnie bolał mnie ząb i został zatruty? Dzisiaj miałam wizytę i miałam mieć kanałowe leczenie ale ząb jest uparty i się nie zatruł! Dostałam więc jakąś nową trutkę i w piątek mam wizytę. Jak się nie zatruje to nie będzie można go wyleczyć więc zostanie wyrwany bo nie widzę innej możliwości..nie wyobrażam sobie lecieć do Stanów z zatrutym zębem i później go tam leczyć kanałowo..jeszcze w totka nie wygrałam i całe szczęście że ten żab jest z tyłu to nie będzie wielką stratą), zapakować rzeczy nie zapakowane (brzmi dziwnie?), jechać zważyć walizkę!, odpocząć po tych 2 ostatnich tygodniach biegania między pracą a załatwianiem tych wszystkich spraw związanych z wyjazdem

- sobota: odwiedzić festyn organizowany m.in. przez moją siostrę a mianowicie "Mundurowi dla Kacpra". Co roku służby mundurowe z pomocą młodzieży i sławieńskich przedsiębiorców organizują festyn z którego dochód przeznaczany jest na pomoc konkretnemu, niepełnosprawnemu dziecku z naszego miasta ;), o 21:00 w sobotę wyjeżdżam do Warszawy pociągiem z mamą i bratem.

Czemu jadę w sobotę? Z racji tego, że ode mnie jedzie się pociągiem jakieś 10 h do Warszawy przy dobrych wiatrach nie wyobrażam sobie abym po takiej podróży miała wsiąść w samolot i spędzić jakieś 14 h w kolejnej podróży (bo lecę z przesiadką, więc 3 h lotu do Londynu i 3 h czekania plus 8 lotu do NY = 14h). Samochodem.. trochę krócej ale i tak nie chcę nikomu nastręczać problemu (bo mama dalej nie zdała prawa jazdy, poza tym nie odważyłaby się jechać w 2 strony sama autem). Więc za przykładem Marietty, wynajęliśmy apartament w centrum Warszawy. Zapraszam na ich stronę -> Be My Guest. W stolicy będziemy w niedzielę rano, zamierzamy się odświeżyć, zostawić bagaże i wyruszyć do Łazienek i na Stare Miasto aby trochę się rozluzować. Myślę, że to jest dobry pomysł dla osób które mają kawałek drogi do Warszawy, w pon wyspana i świeża stawię się na lotnisko, gotowa przyjąć tą życiową zmianę na klatę.

Przez ostatnie dni dręczą mnie zmienne emocje. Radość, podekscytowanie, przerażenie, niechęć, szczęście, tęsknota. Raz chce mi się płakać ze szczęścia a za chwilę zadaję sobie pytanie: Kaśka co Ty najlepszego robisz?  No ale co..jak się powiedziało A, to trzeba powiedzieć B.


W tym tygodniu pojawi się jeszcze notka na temat pakowania i zdjęcia z zastosowania worków próżniowych oraz na pewno taka notka pożegnalno-powitalna bo od pon ten blog będzie wyglądał całkiem inaczej!

xoxo

5 komentarzy:

  1. Świetne zdjęcie!:) hehe podoba mi się :D
    weź sobie do serca - będzie dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a właściwie obrazek:P w każdym razie chodzi o napis:P

      Usuń
  2. oooo 4 dni to mało czy dużo? Mało na czas tutaj ale dużo na myślenie czy dobrze robię! Ty nie myśl tylko bierz walizkę i się pakuj !
    ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. faktycznie! Ty juz jedziesz!
    Pamiętam jeszcze jak o tym wszystkim plotkowałysmy:)

    OdpowiedzUsuń
  4. ale super zmiana bloga:******
    uda sie wyjazd:***********

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przeczytanie posta!