sobota, 15 września 2012

I'm in Bostoooon!

Witam już z Bostonu! Właśnie kończy się mój drugi dzień u rodziny. Jak jest? To może za chwilę, najpierw kilka ostatnich fotek z training school i z wycieczki do Nowego Jorku a potem pierwsze wrażenia ;) (jak ktoś chce większe zdjęcia to wystarczy kliknąć na wybrane i będzie i oryginalnym rozmiarze)


Brooklyn Brigde.


Widok na Manhattan z Brooklyn'u.



Widać, że wszystkie z Polski, nie? A jak rozmawiałyśmy między sobą to każdy się nas pytał czy jesteśmy z Rosji ;D (brakuje jeszcze Natalii i Kasi)


Widok z Top of the Rock.


Chyba nic nie trzeba pisać ;)


;*


Central Park z Top of the Rock.


Manhattan.


America is ok.


Widok z Top of the Rock.


Brooklyn Bridge.

Pożegnania z dziewczynami były dla mnie ciężkie. Na całe szczęście Ania mieszka w Larchmont a Aneta w Delaware więc zamierzamy często spotykać się w Nowym Jorku. Najbliższe spotkanie w październiku! Blisko Nowego Jorku mieszka również Kasia więc mam nadzieję, że do nas dołączy ;) Ola niestety pojechała do Los Angeles więc spotkamy się dopiero jak będę miała urlop. Justyna w Kentucky ( nie martw się, mój host powiedział, że mimo legend jest tam co robić) ;D Natalia zrobiła sruu do Chicago więc mam trochę miejscówek do odwiedzenia ;)

Do Bostonu jechałam busem z training school ponieważ sporo nas będzie mieszkała w pobliżach Bostonu, a po drodze wysadzaliśmy osoby które będą mieszkały blisko NY i w Connecticut ;) nasz przystanek był w Newton bardzo blisko Bostonu. Jak się zbliżaliśmy to miałam całe wnętrzności w gardle. Wychodzimy, patrzę, patrzę a tam nikogo nie ma kto na mnie czeka! Myślę sobie, super, zaraz wracam do domu ;D hehehe ale nie nie nie, czekała na nas wszystkich pani z Cultural Care (na każdym przystanku ktoś był) i się okazało, że ona jest moją LCC więc od razu zaczęła mi mówić, że to najlepsza rodzina jaką ona ma na swoim terenie i że na pewno za chwilę się zjawią, że są korki i w ogóle. Nie byłam sama, bo po Larę z Niemiec też nikt nie przyjechał na czas :P po ok. 15 min przyjechała hostka, przywitała mnie, wzięła walizkę i kazała wsiadać do auta. Ja otwieram drzwi a tam dzieci z transparentem i balonami zaczęły krzyczeć "Welcome in Boston Kasia, we love you" ;D ok ok, tak mnie zatkało, że prawie nic nie powiedziałam. Odjechaliśmy (po Larę ktoś chyba przyjechał bo dodała mnie na facebooku więc ma kontakt ze światem ale jak odjeżdżałam to jeszcze tam stała biedna zestresowana). Po drodze Kirsten (hostka) opowiadałam mi co będziemy robić w weekend i pokazywała co i jak. Przejeżdżaliśmy koło największego Macy's w Bostonie i mam do niego 15 min piechotą ;D Like it. generalnie do centrum mam tak z 15 min, dokładnie się dowiem jutro, bo wybieram się do centrum na zakupy i spotkanie z Mariettą najprawdopodobniej. 

Kiedy weszliśmy do domu który jest ogromny, dzieci zaczęły mnie oprowadzać i wszystko pokazywać, a moja mała E. ciągle trzyma mnie za rękę i mówi, że mnie kocha. Później dałam im prezenty to byli w szoku, dzieci ciągle się bawią tym co im dałam i ciągle chcą grać w Piotrusia, więc gram w trzy gry jednocześnie bo nie chcą wszyscy razem ;D 

Później miałam czas dla siebie abym odpoczęła i się rozpakowała po czym po prostu zasnęłam, kiedy się obudziłam byłam tak głodna, ale bałam się iść na górę coś zjeść! Więc tak sobie leżałam ale w końcu się przemogłam a tam: impreza powitalna, znajomi Hostów w ogóle milion pytań do mnie. A ja jak takie zoombie, zjadłam pizze, wzięłam sok, chwilę posłuchałam co do mnie mówią bo rozmową tego nie można nazwać bo żeby rozmawiać to też trzeba coś mówić a mnie zacięło a jak wróciłam do pokoju to w sumie pogrzebałam trochę w necie i poszłam spać. 

Dzisiaj i jutro czyli sobotę i niedzielę też mam off, tzn w sumie dzisiaj rano byłam z hostem i dzieciakami na soccer, bo mi pokazywał gdzie to, gdyż w niektóre soboty może się zdarzyć, że będę pracować rano 2 h i ich zawozić. Ale to będzie rzadko. Kiedy wróciliśmy miałam wolne więc pogadałam z rodziną (mamo, siostro, bracie - kocham Was ;*) z Pawłem i Zieloną ( Was też kocham ;*) i poszłam się przejść po okolicy.


Sąsiedzi (głupia jestem bo nie zrobiłam zdjęcia domu)


Widok z okna na Bunker Hill Monument (po drugiej stronie ulicy)


Widok kiedy wyjdę z domu i skręcę w lewo ;) 


Niestety nie moja fura ale sąsiadów ;)


Ten Monument widać podobno z prawie każdego miejsca w Bostonie, Kirsten powiedziała, ze jak się zgubię to mam się kierować w jej kierunku i ludzie z Bostonu na pewno będą wiedzieć gdzie to jest bo to podobno bardzo ważne miejsce dla mieszkańców co potwierdzam, bo jak poszłam tam do tego parku to było pełno ludzi, niektórzy się modlili, niektórzy pstrykali foty a niektórzy się opalali ;)


To zdjęcie spod tego pomnika. Widać moją ulicę a te budynki wyższe to centrum. Mam na prawdę bardzo bardzo blisko ;)

Dzisiaj na kolacji którą zawsze przygotowuje Kirsten, jadłam kurczaka bo.. w mailach jej pisałam, że nie lubię sushi więc nie zamówiła mi sushi tylko przygotowała kurczaka, który był cudowny, pierś w ziołach a do tego organiczny makaron i wino <3 ;) i powiedziała, że jeżeli coś mi będzie nie smakować co ona robi to mam jej powiedzieć to nigdy więcej mi tego nie poda ;) a jutro będzie stek i na kolację zaprosiła przyjaciół którzy mieszkają wraz z ich au pair która podobno jest cudowną osobą więc mam nadzieję, ze przypadniemy sobie do gustu ale zanim to nastąpi to w końcu zamierzam się wyspać więc jutro nie kazałam na siebie czekać ze śniadaniem ;) podoba mi się osobne wejście do mojego pokoju, bo mogę znikać i wracać niezauważona. 

W następnym poście będzie ROOM TOUR i gadżety które dostałam od hostów a jest to nie byle co i nie zdarza się każdej au pair ;)

xoxo

5 komentarzy:

  1. wow ! Narobiłaś mi ochoty na USA ! Fajnie iż hostka zrobiła Ci kurczaka -pomyślała o tobie ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba na prawdę trafiła Ci się fantastyczna rodzina ;) A może ja na nią trafię za rok :P hehe Czekam na kolejne wieści z Bostonu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ah pięknie w tym Bostonie, jest to drugie miejsce po NY w którym bym chciała pracowac jako au pair <3 i rodzinka Twoja tez się wydaje być fajna! powodzenia życzę ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. zazdroszcze ogromnie i ciesze sie, ze masz taka swietna rodzinke :)

    OdpowiedzUsuń
  5. ktoregos dnia i do Ciebie to nadejdzie :) ja fascynowalam sie tym co tutaj cale 3 miesiace, moze zbyt mocno bo teraz przyszla pora na przebudzenie. Mysle, ze Ciebie dopiero to czeka :) wyjkazd do USA to chyba jest tak wielki szok i dla organizmu i dla nas samych ze w sumie sie nie dziwie :)

    zazdroszcze tez Ci tego ze jestes juz w USA, pieknie tam. I czekam na nastepnegoi posta :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przeczytanie posta!